Internetowe Archiwum KPN - strona glowna
najwazniejsze dokumenty kpn z l. 1979-1993
teksty polityczne Leszka Moczulskiego z l. 1973-2004
inne dokumenty
Historia KPN
procesy polityczne kierownictwa kpn
encyklopedia kpn
czytelnia prasy kpn
wspomnienia dzialaczy  kpn
najwazniejsze publikacje nt. kpn
historia marszow szlakiem I Kompanii Kadrowej w l. 1981-1990
forum bylych dzialaczy kpn
kontakt z administratorem

Marsze Szlakiem I Kompanii Kadrowej

Kadrówka 1985

Witold Tukałło:  W czerwcu 1984 roku  poszedłem na Wykus. Byłem z kimś z Kadrówki. Spotkałem się tam z Jurkiem Żebrowskim, który mi powiedział, że Andrzej Izdebski siedzi. Żebrowski był tam z Korebką, inżynierem ze Starachowic, który produkował steny u "Ponurego". Tam spotkaliśmy Hedę. Poprosiłem go, aby uświetnił  nasze ogniska w czasie Marszu. Ustaliliśmy, że będzie to w Szewcach (przed samymi Kielcami), gdzie Heda stoczył bitwę z Niemcami w czasie II wojny światowej. 

 

Antoni  Heda "Szary"

 

mieszkał pod Warszawą i miał nawyki z czasów konspiracji. Miałem do niego zadzwonić do Warszawy i szyfrem powiedzieć, że jestem szewc, a on miał mi podać godzinę i datę swojego przybycia. Heda był bardzo sprawny intelektualnie i był ogromnie religijny. Trudno się temu dziwić, bo po II wojnie światowej miał sześciokrotną karę śmierci, spędził kilka miesięcy w celi śmierci i miał o czym myśleć. Dużo się wtedy modlił. Twierdził, że przeżycie zawdzięczał Matce Boskiej.

 

***

Maciej Gawlikowski: 

 

W 1985 roku w Kadrówce wzięło udział ponad 100 osób. 

 

Jurek Dobrowolski i ja, znów byliśmy w komendzie Marszu. Byłem kwatermistrzem. Metoda była taka, że rano każdego dnia Marszu wszystkie plecaki i namioty zwalaliśmy na kupę i załatwialiśmy ciężarówkę, która to przewoziła na miejsce nowego noclegu. Marsz wychodził o świcie w trasę zostawiając nas z tym bagażem i całą kuchnią. Mieliśmy za zadanie zorganizować transport, załadować plecaki, przewieź to na miejsce nowego noclegu, zorganizować na miejscu noclegi i nagotować zupy dla wszystkich. Transport był czasem wcześniej załatwiany, tak, żeby było wiadomo, iż jest to pewny człowiek z samochodem. Jak grupa przychodziła, to tylko rozbijała namioty, robiliśmy ognisko, przy nim jakieś śpiewy i gadana, po czym szliśmy spać.

 

Tukałło: W 1985 roku, po tych zatrzymaniach w Jędrzejowie rok wcześniej,

 

mieliśmy kłopot z kwaterami. 

 

Mimo, że załatwiliśmy wszystko długo przed Kadrówką (mieliśmy list polecający od biskupa Małysiaka), to kiedy w czasie Marszu przyszliśmy do wsi (to było gdzieś przed Kielcami), to tamtejszy proboszcz  nam powiedział, że była u niego esbecja i że nas nie przyjmie. No i okazało sie, że nie mamy gdzie spać, a tu lało jak z cebra.

           

Gawlikowski: Okazało się, że bezpieka postanowiła nas uprzedzić. Chodzili – jak nam potem opowiedzieli miejscowi – od chałupy do chałupy. W ekipie byli też sołtys, milicjant i facet z urzędu gminy. Mówili tak: - „Tu będzie jutro przechodziła taka banda. I jeśli dacie im rozbić namioty i dacie im wody, to my was załatwimy. Nie dostaniecie przydziału na nawozy, blachę, cegły, uniemożliwimy wam skup świń. Każdy z tych chłopów miał więcej do stracenia niż człowiek na uczelni, czy gdzieś tam na etacie, bo tamtego wziąłby w opiekę komitet prymasowski, „Solidarność”, Bóg wie kto jeszcze... A tu na wsi mogli każdego wykończyć domiarami, kontrolami – miejscowa, lokalna władza wraz z milicją i bezpieką byli tu bogami, mogli wszystko. I nawet nikt by się nie ujął za represjonowanym chłopem, nikt by nie wiedział o tych represjach. Na początku Marszu był już duży problem, a jak weszliśmy w Kieleckie to zaczął się dramat. Miejscowi chłopi w ogóle nie chcieli z nami rozmawiać, zatrzaskiwali drzwi i okiennice.

           

Akurat w dniu kiedy kiedy nie było żadnych szans na nocleg, mieliśmy zaplanowane spotkanie z pułkownikiem Hedą „Szarym”, legendarnym przywódcą partyzanckim na tych terenach. Z tej rozpaczy pomyśleliśmy - „Może on jakoś pomoże?”. Ciężarówkę mieliśmy już na miejscu z bagażami, ale nie mieliśmy gdzie jej rozładować. Heda, człowiek z dużą charyzmą, powiedział spokojnie: - „Nie ma problemu. Nocleg w stodole? Zaraz wam załatwię”. Mówię: - „Panie pułkowniku, myśmy już obeszli wszystkie chałupy. Byłą tu wcześniej bezpieka i ludzie nie chcą nawet z nami rozmawiać, tak się boją!”. Podeszliśmy do pierwszego domostwa. Od płotu Heda krzyknął: - „Szczęść Boże, gospodarzu! Nazywam się Antoni Heda „Szary”. Pokój temu domowi. Pogadać z Wami chcemy”. Drzwi natychmiast odskoczyły, wręcz wybiegł starszy człowiek, kłaniając się w pas. W tym momencie nie było już żadnych problemów. - „Nocleg chcecie? Proszę bardzo! Stodoła jest wasza, syn zaraz pobiegnie i ściągnie sąsiadów, to i oni pomogą”. Wszyscy nas zapraszali. Zaczynały się wspomnienia. Okazywało się, że ktoś tam miał ojca, który służył u „Szarego”. Inny miał wuja, którego oddział Hedy uwolnił z więzienia w Kielcach... Obcym by tego wszystkiego nie opowiadali. Znaleźli się nawet we wsi jacyś dwaj starsi ludzie, którzy byli w miejscowym oddziale podlegającym Hedzie. Natychmiast wszystkie bariery znikły. Tak było w kilku chałupach obok siebie, jedna po drugiej natychmiast stawały przed nami otworem. Mimo że nikt tam o żadnej opozycji w latach 80 nie słyszał i żadnej bibuły wtedy nie czytali. Tak żywe tam były wspomnienia partyzantki akowskiej i partyzantki powojennej, antysowieckiej. A 

 

„Szary” był prawdziwą legendą.  

 

A to było już 40 lat od zakończenia wojny. 

           

Tukałło: W czasie spotkania ciągnęliśmy go za język. Szczegółowo opowiadał nam o tej bitwie pod Szewcami. Opowiadał nam także, jak odbił kilkuset więźniów z rąk sowieckich w sierpniu 1945 roku. W Kielcach był garnizon wojsk polskich i sowieckich oraz placówka UB. Sowieci aresztowali "Lina" - dowódcę kieleckiego okręgu AK "Jodła". Więzienie kieleckie było tuż przy katedrze. Ludzie Hedy zrobili pozorację i założyli w lesie ładunki wybuchowe i w ten sposób wyciągnęli z Kielc część wojska, która wyjechała w kierunku miejsc tych wybuchów. W tym czasie Heda wprowadził do Kielc około 600 umundurowanych partyzantów. Wcześniej napadli na drodze i zarekwirowali dwa auta. Jechali nimi jacyś ubecy, których rozwalili. Na skrzyżowaniach w Kielcach ustawili ckmy. Garnizon sowiecki i posterunek UB nawet nie pisnął. Bronili się tylko trochę strażnicy w więzieniu. Akcja trwała kilka godzin. Heda został ranny w nogę i mało mu jej potem nie amputowali. "Lina" odbili, ale zmarł potem na zawał serca. W tej akcji brała udział mama naszego kolegi Andrzeja Fischera, jako sanitariuszka. Była obecna przy śmierci "Lina". 

           

Marek Bik: Słuchałem uważnie wspomnień Antoniego Hedy - „Szarego”. Opowiadał ciekawe rzeczy. Na przykład był przeciwnikiem palenia papierosów i wszelkich innych nałogów. Tłumaczył, że ułatwiają one przeciwnikowi złamanie nas. Opowiadał nam, jak siedział w celi śmierci i spowodował, że wszyscy jego koledzy postanowili rzucić palenie. Znali procedurę wykonywania kary śmierci i umówili się, że kiedy będą któregoś z nich wyprowadzać na egzekucję, to każdy z nich złoży wtedy przysięgę na Matkę Boską Częstochowską, że nie skorzysta z prawa skazanego do ostatniego życzenia i nie zapali papierosa przed wykonaniem wyroku. I „Szary” odbierał od kolejnych kolegów taką przysięgę przed ich wyprowadzeniem...

           

Pamiętam też taką scenę. Siedzieliśmy przed jakimś domem z kolegą. Obok był Heda. Przyplątał się kot. Kolega chciał go przegonić. Heda nic nie powiedział, ale popatrzył na niego takim wzrokiem, że uwierzyłem, iż mógł z zimną krwią zabijać ludzi. Wziął kota na ręce i pogłaskał. Powiedział, że po stosunku do zwierząt można poznać człowieka.

           

Tukałło: Heda potem był jeszcze kilka razy na Kadrówce. W sumie może 3 - 4 razy.

 

 

 

 

 Materiały są dostępne na licencji CC BY 3.0 PL. 

Zezwala się na dowolne wykorzystanie treści pod warunkiem 

wskazania autorów praw do tekstu.

.