Internetowe Archiwum KPN - strona glowna
najwazniejsze dokumenty kpn z l. 1979-1993
teksty polityczne Leszka Moczulskiego z l. 1973-2004
inne dokumenty
Historia KPN
procesy polityczne kierownictwa kpn
encyklopedia kpn
czytelnia prasy kpn
wspomnienia dzialaczy  kpn
najwazniejsze publikacje nt. kpn
historia marszow szlakiem I Kompanii Kadrowej w l. 1981-1990
forum bylych dzialaczy kpn
kontakt z administratorem

Wspomnienia konfederatów

Obszard II Kraków

Ryszard Pyzik 

 

Przystąpienie do KPN

 

Od września 1980 r. byłem zaprzysiężonym członkiem Konfederacji Polski Niepodległej. Miałem 20 lat, uczyłem się w Policealnym Studium Ekonomicznym. Jako uczniowie nie mogliśmy należeć do związków zawodowych, ale antykomunistyczna partia polityczna, to było coś, co nam jeszcze bardziej odpowiadało. Mój kolega szkolny Krzysztof Buczak zobaczył przypadkowo na słupie kartkę zachęcającą do wstępowania do KPN i podającą namiary na Zygmunta Łenyka, Stanisława Palczewskiego i może jeszcze na jakieś inne osoby z Konfederacji. Najbliżej nam było do Łenyka, więc obaj z Krzyśkiem poszliśmy pod podany adres i tak prosto z ulicy trafiliśmy do KPN. Zaraz też wciągnąłem mojego kolegę szkolnego — Wojtka Oberca. Od nas ze szkoły do KPN należeli jeszcze Mirek Dziewoński i Agata Dziadowiec. Krzysiek Buczak nie wstąpił do KPN, ale nam pomagał. Początkowo współpracowałem z Zygmuntem Łenykiem. Na wykładzie z historii w ramach Latającego Uniwersytetu poznałem Krzysztofa Gąsiorowskiego, ale nie wzbudził on mojego zaufania, chociaż mówiono o nim „żywa legenda”. Raził ubiór Gąsiorowskiego — wysokie oficerki, mundur — styl á la okupowana Warszawa lat czterdziestych.


[W KPN] Zajmowałem się razem z Krzysztofem Buczakiem drukowaniem materiałów KPN–owskich: ulotek, statutu KPN.

 

Strajki studenckie

 

Brałem udział w strajku na Akademii Ekonomicznej w Krakowie, gdzie pomagałem w organizowaniu spotkań KPN ze studentami. W nocy malowaliśmy napisy na murach pobliskich budynków. Akurat w nocy z 12 na 13 grudnia '81 wymalowaliśmy hasła antykomunistyczne na komisariacie milicji przy ul. Lubicz („Biały Domek”). Niedługo potem pojawiły się patrole na ulicach. Mieliśmy szczęście, że nas nie złapali.....
  

Działalność w TTKAB

 

Na czele TTKAB stanął Marian Gut. Był starszym od nas, cichym, stonowanym człowiekiem, typem intelektualisty. Palący bardzo dużo, szczupły, bardzo nerwowy. Gut nie miał własnego autorytetu. Jego autorytet był nadany – to jego wskazał Zygmunt Łenyk na przywódcę. Dostrzegam pozytywną rolę, którą odegrał Gut w tym czasie. My, młodzi, poważnie zastanawialiśmy się, jakie zająć stanowisko wobec stanu wojennego – czy wybrać model opozycji zbrojnej, czy politycznej. Marian przekonał nas do tego drugiego wariantu. Dziś sądzę, że miał rację, a rady, których nam wtedy udzielił, uznaję za cenne.
    

Podczas pierwszego posiedzenia TTKAB, 17 grudnia1981 r., poznałem Witka Tosia. Wysoki, szczupły. Poeta, lekko pisał także publicystykę polityczną. Brylował w towarzystwie, elokwentny, odważny, szczery. Lubił cieszyć się życiem. Moim zdaniem był typem przywódcy. Toś miał pisać teksty. Pisaniem miał także zajmować się Gut.
    

Marysia Zając, razem z siostrą Witka – Anią Toś, zajmowały się pomocą materialną dla rodzin internowanych. Środki pochodziły z darowizn członków i sympatyków KPN. Akcja ta trwała na początku stanu wojennego i po kilku miesiącach się zakończyła.

    

Ja odpowiadałem za plakatowanie i rozrzucanie ulotek, a także za transport materiałów poligraficznych w Polsce południowej. Już 17 grudnia 1981 rozklejaliśmy pierwsze plakaty i ulotki na murach Krakowa. Do moich obowiązków należało zbieranie informacji z manifestacji w Krakowie i Nowej Hucie, a także ukrycie i zabezpieczenie archiwum KPN.
    

Współpracowałem z kilkudziesięcioma osobami. Krzysztof Kwiatkowski został szefem jednej grupy kolportażu, Agata Dziadowiec i Mirosław Dziewoński – kierowali drugą grupą kolportażu. Anna Jazgar (później Kwiatkowska) – działała w grupie Witka Tosia i podobnie jak Krzysiek Kwiatkowski pracowała w Drukarni Narodowej. Moją przyszłą żonę Annę Toś poznałem tuż przed sylwestrem, kiedy odbierałem od jej brata, Witka Tosia, materiały do kolportażu. W tym czasie Ania była uczennicą klasy maturalnej w V LO w Krakowie. Było też wielu innych, ale większość kolegów i koleżanek pamiętam tylko z pseudonimów.
    

Prowadziliśmy akcje rozrzucania ulotek w trakcie manifestacji okolicznościowych np. pod kościołem Mariackim na Rynku krakowskim czy pod kościołami w Bieńczycach i św. Anny. Podobne akcje przeprowadziliśmy w Rabce, Chabówce, Limanowej. Drugą formą walki było rozklejanie ulotek i plakatów na murach miasta. Ulotki KPN były dostarczane do wielu miast Polski Południowej, np. do Rzeszowa, Nowego Sącza, Nowego Targu, Chrzanowa itd.
    

Dla naszej poligrafii organizowałem materiały, tj. farbę, papier, a także matryce z różnych źródeł, np. z Drukarni Narodowej przez Krzysztofa Kwiatkowskiego i jego brata Bogusława, z Drukarni Wydawniczej przez mojego brata Krzysztofa Pyzika, z Biura Projektów Przemysłu Nieorganicznego przez mojego ojca Tadeusza Pyzika. Muszę tu wspomnieć, że mój tata także był zaprzysiężonym członkiem KPN – wciągnąłem go jeszcze przed 13 grudnia. Pomimo złego stanu zdrowia prowadził archiwum KPN aż do swojej niespodziewanej śmierci w 1984 r.
    

Razem z Krzysztofem Kwiatkowskim rzucałem ulotki. Rozrzuciliśmy ich wtedy mnóstwo. Najlepszy sposób polegał na tym, że opieraliśmy się plecami o siebie i równocześnie rzucaliśmy w górę po plika ulotek. Efekt był taki, że ludzie byli przekonani, że ulotki zostały wystrzelone.

 

Wpadka Witolda Tosia

    

Gdy wiosną 1982 wpadł Witek Toś, urlopowaliśmy całą sekcję Witka w obawie, że oni mogą być inwigilowani. Zerwaliśmy czasowo z nimi wszelkie kontakty. Drukiem „Niepodległości” zajął się Ryszard Bocian.
     

Krzysztof Stolarczyk, który był prawą ręką Tosia po 13 grudnia 1981, dostawał od kogoś rzekome grypsy od Tosia z więzienia i przekazywał je żonie Witka – Marysi, a ona oddawała je rodzicom Witka. Informacje o grypsach miałem albo od Ani – siostry Witka albo od Marysi – żony Witka. Od nich też dowiadywałem się, co było w grypsach i przekazywałem te informacje Marianowi Gutowi.
     

Grypsy zawierały bardzo szczegółowe informacje oraz sugestie, aby przekazać je dalej. Ich treść przypominała artykuły do prasy podziemnej, które Witek wcześniej pisywał. Według Ani nie były pisane przez Witka, tylko zostały sfałszowane przez SB. Witek nigdy nie potwierdził, że wyszły od niego. Tylko skąd SB tyle wiedziała?
    

Rodzicom Witka to się nie podobało. Także u Mariana Guta treść tych grypsów budziła podejrzenia. Uważał, że grypsy zawierają za dużo informacji, zbyt wiele szczegółów o tym, co robimy. W każdym razie te grypsy przekazywane przez Stolarczyka wzbudziły nasze podejrzenia. Nigdy nie odpowiedzieliśmy na nie. Być może odpisywała coś Marysia (żona Witka) albo jego mama. Jeżeli tak, to odpowiedzi dotyczyły wyłącznie spraw osobistych, a nie organizacyjnych.
    

Ustaliliśmy z Marianem Gutem, że pójdę za gościem, który przynosi Krzyśkowi Stolarczykowi grypsy, aby dowiedzieć się, kto to jest. Do pomocy wziąłem Krzysztofa Buczaka.
    

Wcześniej spotkałem się z Krzyśkiem Stolarczykiem (chyba było to na działce rodziców Witka) i dowiedziałem się, że spotkanie z tym pośrednikiem będzie w knajpie „As Pik” przy ul. Garncarskiej. Znałem też od niego termin spotkania.
    

O umówionej porze czekaliśmy przed knajpą. Nie weszliśmy do środka, bo to było małe pomieszczenie i każdy, kto tam wszedł, od razu rzucał się w oczy. Gdy z knajpy wyszedł Krzysiek Stolarczyk z pośrednikiem, który przekazywał i odbierał grypsy i rozstali się, to ruszyliśmy za tym pośrednikiem. Wtedy zobaczyliśmy, że za nami idą jacyś tajniacy. Była wielka konsternacja, zarówno po ich, jak i po naszej stronie. Postanowiliśmy zostawić tego gościa, poszliśmy w inną uliczkę i zgubiliśmy tajniaków w bramach przejściowych.
    

Nie wiem, co tam robili ci tajniacy. Czy śledzili Krzyśka Stolarczyka, czy tego pośrednika? A może mieli sprawdzić, czy ktoś nie śledzi któregoś z tamtych dwóch?
    

Po tym wydarzeniu zdecydowaliśmy skończyć z grypsami. Przekazałem Stolarczykowi polecenie, że ma nie przyjmować więcej grypsów od tego człowieka.
    

Torbę z ulotkami i wydawnictwami wykopałem w lesie w Rajsku. Było w niej ok. 10 kg materiałów KPN-owskich sprzed i po 13 grudnia. O miejscu zakopania dowiedziałem się od Marysi, a zawartość rozprowadziłem. Trochę miałem pietra, jak szedłem to wykopać, ale załatwiłem to sam bez świadków.
 

Zatrzymanie

 

Po mszy świętej w Arce ludzie odśpiewali pieśń „Boże coś Polskę” na klęczkach. Wzruszenie było takie, że aż ciarki przechodziły po plecach. Potem tłum ruszył w stronę Teatru Ludowego. Drogę zagrodziło ZOMO. Zaczęli strzelać do ludzi gazem. Tłum zareagował spontanicznie i ruszył biegiem w ich kierunku.
    

Zomowcy tak szybko uciekli, że autobusy, które ich przywiozły, nie zdążyły odjechać. Zdobyliśmy je. Po chwili nie miały ani jednej szyby. W środku nieoczekiwanie znaleźliśmy skrzynie z granatami z gazem łzawiącym. Zomowcy usiłowali odbić autobusy i strzelali do nas gazem, ale my się broniliśmy, rzucając do nich kamieniami oraz zdobytymi w autobusach granatami gazowymi. Było aż siwo od tych gazów, poruszaliśmy się jak w gęstej mgle.
    

Złapali mnie ok. godziny 18 lub 19 – już robił się zmierzch. Dostałem kolbą od wyrzutnika gazu w zęby, aż wyleciała mi plomba. Potem wsadzili mnie do „budy”. Jak „buda” się zapełniła, zawieźli nas do komendy MO na os. Zgody, a potem do komendy MO na Siemiradzkiego. Na każdej komendzie, na powitanie milicjanci organizowali nam ścieżki zdrowia. Siniaki z pleców po tym biciu zeszły mi dopiero po paru tygodniach.


Internowanie

 

W areszcie na Siemiradzkiego siedziałem kilka dni. Potem zorientowali się, że jestem z KPN (mieli mnie na zdjęciach z manifestacji) i zawieźli mnie na Mogilską.
    

Gdy jechałem na przesłuchanie na dziesiąte piętro, w windzie spotkałem koleżankę ze strajku na AE przed 13 grudnia 1981. Jesienią 1982 pracowała już na Mogilskiej: „Cześć”. – „Cześć”.
    

Ubecy cieszyli się, gdy mnie przesłuchiwali. „Nareszcie cię mamy!”. Bawili się ze mną w dobrego i złego glinę. Ten zły na powitanie uderzył mnie w twarz, ale po wcześniejszym biciu przez milicję, nie robiło to już na mnie wrażenia, więc dali sobie spokój. Pytali mnie o „Igłę” [był to jeden z pseudonimów Pyzika] , natomiast w ogóle nie pytali o „Korczyńskiego”.
    

6 albo 7 września 1982 wywieźli mnie do Uherzec w Bieszczadach, gdzie zostałem internowany. W budzie, która nas wiozła, zobaczyłem Krzysztofa Stolarczyka. Był potem ze mną w celi. Z nami siedział też Jacek Szeremeta. Jego córka – Małgorzata była w grupie Witka. Może bezpieka podejrzewała, że to Jacek Szeremeta jest „Korczyńskim”? Mimo wspólnego pobytu w więzieniu Krzysztof Stolarczyk nie odzyskał mojego zaufania.
    

W zakładzie karnym Uhercach Mineralnych poznałem górników z różnych kopalń, np. z KWK „Wujek”. Byli dobrze zorganizowani. Gdy przyjechaliśmy, powitali nas słowami: „Witajcie w wolnym kraju”.
    

Przez „wolny kraj” rozumieli to więzienie, bo tam była wolność, tylko zamknięta. Bliscy na widzeniach przynosili górnikom pilniki, bibułę, a nawet przemycali radia. Oni potrafili za pomocą tych pilników zrobić z monety dwu- lub pięciozłotowej krzyżyk z orzełkiem. A w nocy, gdy była cisza, to w więzieniu słychać było… tarcie pilników o metal! To górnicy piłowali kraty w oknach. W tym więzieniu było wszystko, co zakazane. Wyszedłem stamtąd po miesiącu, z końcem września 1982 (skorzystałem z amnestii Kiszczaka dla studentów).
    

Po wyjściu z internowania [decyzja o zwolnieniu Ryszarda Pyzika nosi datę 22 września 1982 r.] w dalszym ciągu współpracowałem przy redagowaniu i wydawaniu różnych materiałów podziemnych. Były to: „Niepodległość”, „Opinia Krakowska”, a od 1985 roku „Robotnik Polski”. Odsunąłem się jednak od tajnych struktur, bo byłem już zdekonspirowany.
 

Ogłoszenie wyroku w procesie Bika i Tosia

 

Byłem na ogłoszeniu wyroku. W ławie dla widzów siedział też Stolarczyk. Witek i Marek wyrok przyjęli spokojnie. W ustnym uzasadnieniu wyrok, sąd wymienił ich współpracowników. Były to zarówno osoby znane sądowi tylko pod pseudonimami (m.in. sędzia wymienił „Igłę”, czyli mój pseudonim), jak i znani sądowi z nazwiska: Krzysztof Stolarczyk i Stanisław Papież. Papieża osądzono wcześniej w osobnym procesie, a Stolarczyk w ogóle nie miał sprawy karnej, nie był ani oskarżonym, ani nawet świadkiem! To wzbudziło jeszcze większe podejrzenia i nieufność wobec niego. Stolarczyk został całkowicie odsunięty od działań konspiracyjnych po procesie Witka. Dopiero gdy Witek wyszedł na wolność, to Stolarczyk wrócił do pracy konspiracyjnej, bo Witek miał do niego zaufanie.

 

Publikowane powyżej wspomnienia Ryszarda Pyzika wykorzystane zostały w książkach Mirosława Lewandowskiego i Macieja Gawlikowskiego poświęconych historii ROPCiO i KPN w Krakowie: "Prześladowani, wyszydzani, zapomniani... Niepokonani. ROPCiO i KPN w Krakowie 1977-1981", Kraków, 2009 oraz "Gaz na ulicach. KPN w Krakowie. Stan wojenny 1981-1982", Kraków, 2012.

 

 

 

Wortal Instytutu Historycznego NN im. Andrzeja Ostoja Owsianego.

Materiały są dostępne na licencji CC BY 3.0 PL

Zezwala się na dowolne wykorzystanie treści pod warunkiem wskazania autorów praw do tekstu.