Internetowe Archiwum KPN - strona glowna
najwazniejsze dokumenty kpn z l. 1979-1993
teksty polityczne Leszka Moczulskiego z l. 1973-2004
inne dokumenty
Historia KPN
procesy polityczne kierownictwa kpn
encyklopedia kpn
czytelnia prasy kpn
wspomnienia dzialaczy  kpn
najwazniejsze publikacje nt. kpn
historia marszow szlakiem I Kompanii Kadrowej w l. 1981-1990
forum bylych dzialaczy kpn
kontakt z administratorem

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Marsze Szlakiem I Kompanii Kadrowej

Kadrówka 1982

 

W drugim powojennym marszu w 1982 roku brało udział

 

zaledwie kilkanaście osób.

 

Małgorzata Słowik: W marszu wzięliśmy udział w trójkę (ja, moja siostra i brat), Iwona Warchał, Marta Hejduga, Wojtek Pęgiel, Celina Kisiel i też z Kielc mężczyzna, którego nazwiska nie pamiętam. Piotr Boroń dołączył chyba później, bo nie pamiętam go pierwszego dnia.

    

Wojciech Słowik: Było nas zaledwie kilkanaście osób, m.in. dlatego, że wielu było internowanych lub siedziało w więzieniu (m.in. Witek Tukałło, Marek Bik i Jurek Mohl). Komendantem marszu był Wojtek Pęgiel. Z uczestników pamiętam Włodzimierza Steckiewicza, Piotra Boronia, Andrzeja Stawiarskiego.

    

Po mszy na Wawelu uznaliśmy, że w Krakowie nas na pewno wyłapią, więc 

 

rozdzieliliśmy się na małe grupki i umówiliśmy się na spotkanie przy pomniku w Michałowicach

 

Plecaki mieliśmy przy sobie (inaczej niż rok wcześniej nie było wynajętej ciężarówki, która podwiozłaby nasze rzeczy).

    

M. Słowik: Ktoś nas zakapował, bo SB wiedziała, gdzie się spotkamy (to nie było na Oleandrach tylko w Bibicach, skąd mieliśmy dojść do Michałowic). Część ludzi złapali wcześniej, a grupę, w której ja byłam (7, 8 osób), złapali na drodze do Michałowic. Otoczyli nas tajniacy (byli nieoznakowanym samochodem), wylegitymowali i puścili.

    

W. Słowik: 

 

W Michałowicach SB zorganizowała akcję

 

Szliśmy w szóstkę (moje dwie siostry, Wojtek Pęgiel, ja i jeszcze jakieś dwie osoby) od przystanku autobusowego w stronę pomnika w Michałowicach. Jakiś kilometr przed pomnikiem drogę zagrodziły nam polonezy i SB nas wyłapało. Spisali nas, przeprowadzili rozmowę pouczającą, postraszyli nas kolegiami („Macie pierwsze ostrzeżenie, drugiego już nie będzie”) i wypuścili.

    

Mnie udało się uniknąć spisania. Jak jeden esbek zażądał legitymacji, to powiedziałem, że już dałem drugiemu, a jak ten drugi żądał, to powiedziałem, że dałem pierwszemu. Spisywali nas bardzo długo – chyba z pół godziny. Jak już wszystkich spisali, to jeden z nich zaczął liczyć legitymacje i wtedy pomyślałem: „No, niestety. Taki sprytny to ty nie jesteś!”. Ale on policzył i okazało się, że liczba dokumentów zgadza się z liczbą zatrzymanych! I oddał jednej osobie wszystkie dokumenty do rozdania. Sprawa wyjaśniła się chwilę potem – Wojtek Pęgiel dał esbekom dwa dokumenty: dowód osobisty i książeczkę wojskową. Mnie się udało, choć – niestety – spisali siostry. Już tego samego dnia ojciec został wezwany przez WSW. Następnego dnia przyjechał nasz brat z misją, aby nas wezwać do domu. Ale poszliśmy dalej.

    

Spisali też drugą grupę, która godzinę wcześniej była pod pomnikiem (spotkaliśmy się z nimi jeszcze tego samego dnia). A część (w tym chyba Andrzeja Stawiarskiego) zatrzymali już w Krakowie, umieścili na komendzie w „Białym Domku” i wypuścili dopiero po południu.

    

M. Słowik: Jak poszliśmy dalej, to oni się wrócili i nas szukali. Chyba nas chcieli zwinąć. Schowaliśmy się przed nimi w krzakach. Andrzej Izdebski wyszedł potem z tych krzaków, aby sprawdzić, czy droga jest wolna i jego złapali.

    

Włodzimierz Olszewski: Zwinęli nas z Andrzejem Izdebskim w Michałowicach i zabrali na Mogilską.

    

Andrzej Izdebski (wspomnienia): W czerwcu 1982 na zebraniu [C]KAB-u zastanawialiśmy się nad Marszem Szlakiem I Kompanii Kadrowej. Uważałem, że to nie ma sensu. Zamkną wszystkich i na tym się skończy. Pęgiel uważał, że trzeba iść. Rozeszliśmy się bez podjęcia decyzji. Ponieważ uważałem, że do marszu nie dojdzie, porozumiałem się z rodziną z Gdańska [i umówiliśmy się] na pielgrzymkę jasnogórską z Krakowa. Przyjechało z Gdańska 5 osób. Wtedy dowiedziałem się, że marsz się odbędzie.

    

Dojechałem do Michałowic taksówką z Ludomirem Olkuśnikiem (kolega mojego zięcia z KFAP). Ponieważ przy pomniku widać już było milicję i zatrzymanych „marszowiczów”, pojechaliśmy trochę dalej i wysiedliśmy z samochodu, obserwując sytuację.

    

Szedłem miedzą dość daleko od drogi, ale samochód MO skręcił w polną drogę i zatrzymał się przy mnie. Wysiadł z niego cywil (jak się okazało kpt. SB [Edward] Wróbel) i milicjant. Zaczęli mnie legitymować.

    

Wpadłem we wściekłość i zacząłem ryczeć: „Jak wam nie wstyd?! Polskie orzełki na czapkach nosicie i Polaków po drogach ganiacie”.

    

Kpt. Wróbel: „Przymknij się pan!”.

    

Ja: „Przymknij się, to może pan mówić do psa, nie do mnie!”.

    

Wsiedliśmy do samochodu, w którym już był jeden złapany (jak się okazało, kpt. Włodzimierz Olszewski z „czerwonych beretów”).

    

Olszewski spytał sierżanta, kierowcę: „Co ja panu zrobiłem, że mnie pan wozi tym samochodem?”.

    

Ja: „Sierżantowi pan nic nie zrobił, tylko Breżniewowi, bo pan żyje. Dlatego napuszcza na pana sierżanta, żeby się powtórzyły lata czterdzieste, kiedy w lesie siedział polski partyzant, a na niego szedł milicjant Polak, ubowiec Polak i żołnierz KBW, też Polak”.

    

Sierżant: „Myśmy zapobiegli wojnie domowej”.

    

Ja: „Pan żartuje! Z czego Solidarność miała do pana strzelać? A pan ma z czego strzelać!”.

 

Sierżant: „Ja nie będę do pana strzelał”.

 

Ja: „Jak panu dadzą narkotyki, to będzie pan strzelał!”.

 

Sierżant: „Z tymi narkotykami to lipa”.

    

Ja: „Niech pan pomówi z ludźmi z Gdańska, to panu powiedzą, czy to lipa. Jakby mnie łapał rosyjski żandarm, to bym nie miał pretensji, ale że mnie łapie Polak, to jest dla mnie tragedia. Mam w domu atlas historyczny z portretem Piłsudskiego i Bieruta, a jak my czcimy pamięć Piłsudskiego, to wy nas łapiecie na drogach!”.

    

Kpt. Wróbel: „Ja znam historię Polski i wiem, że Piłsudski miał przeciwników, których zwalczał”.

    

Ja: „Pomiędzy rządem Piłsudskiego a rządem PRL jest taka różnica, że rząd Piłsudskiego powstał w Warszawie, a rząd PRL w Moskwie”.

    

Na tym rozmowa się skończyła.

    

Olszewski: Andrzeja Izdebskiego i innych zwolnili po przesłuchaniu i oni wrócili na marsz. Mnie zabrali na Wrocławską [do siedziby 6 Pomorskiej Dywizji Powietrzno-Desantowej, czyli „czerwonych beretów”, których żołnierzem był Olszewski]. Tam ustanowili mi dozór. Musiałem się codziennie meldować w WSW. Przez to nie mogłem opuścić Krakowa i kontynuować marszu.

    

Zrobili mi także kolejną rewizję. Przeprowadzał ją mjr [LWP Bronisław] Ryczek [funkcjonariusz WSW] (podwładny [płk. LWP] Ziółkowskiego [szefa WSW Dywizji]). W mieszkaniu nic nie znaleźli, chociaż bardzo się starali. Zarekwirowali mi np. oficjalnie wydaną książkę [Olgierda] Terleckiego o gen. Sikorskim. I wtedy Ryczek powiedział: „To teraz, kurwa, piwnica i garaż!”. Garaż był na Czyżynach. A w garażu miałem kupę bibuły. Wystraszyłem się i powoli zacząłem symulować zawał serca. W końcu padłem. Ryczek się wystraszył, wezwał karetkę i zawieźli mnie na Wrocławską. No i Ryczek już do garażu nie zaglądał.

    

Błyskawicznie mnie z wojska zwolnili. Dostałem wilczy bilet. Nie mogłem znaleźć żadnej pracy aż do 1989. Po 1989 zresztą także miałem kłopoty..

    

Izdebski: W Michałowicach oddano mi plecak i kazano wracać do Krakowa. Wróciłem jednak w pobliże pomnika, gdzie zbierali się znowu „marszowicze”. Był tam m.in. Pęgiel, Małgosia Słowikówna z KPN i Andrzej Stawiarski. W sumie 5 osób.

    

W. Słowik: Po wypuszczeniu 

 

szliśmy dalej polami, starając się kluczyć, aby zgubić esbeków

 

To była taka zabawa w kotka i myszkę. Gdy tylko schodziliśmy z pola na drogę asfaltową, to już tam stał radiowóz i nas śledził.

    

W końcu wskoczyliśmy do pociągu, który obok przejeżdżał i dojechaliśmy do Słomnik. Było po południu, na chybił trafił weszliśmy do pierwszej napotkanej parafii, aby poprosić o nocleg. Była to 

 

parafia w Prandocinie

 

Mieliśmy zamiar udawać, że jesteśmy pielgrzymką, ale gdy weszliśmy do pokoju, do którego ksiądz nas zaprosił, to na biurku zobaczyliśmy popiersie Piłsudskiego. Okazało się, że ksiądz był piłsudczykiem i zapalonym antykomunistą. Od tego czasu przy okazji każdej Kadrówki odwiedzaliśmy księdza w Prandocinie. Zostaliśmy na noc (spaliśmy na podłodze na plebanii).

    

Izdebski: Rano wróciłem do Krakowa, dotarłem do Piotra Boronia i innych zawróconych „marszowiczów”. Przywiozłem ich na wieczór do Prandocina, gdzie czekała pierwsza grupa.

    

W. Słowik: Czekając na kolegów, którzy zostali dzień wcześniej zatrzymani w Krakowie, cały dzień u księdza politykowaliśmy i jedliśmy w jego sadzie pyszne jabłka.

    

M. Słowik: Z Prandocina kolejny odcinek marszu przeszliśmy w nocy – wyszliśmy od księdza koło północy. Do Książa szliśmy prawie do czwartej nad ranem, szosą, ale jak jechało jakieś auto, to uciekaliśmy do rowu. Niektórzy kierowcy gwałtownie przyspieszali, bo myśleli, że to jakaś banda. W ten sposób zgubiliśmy esbeków.

    

Izdebski: Rano rozstałem się z nimi, bo czekali na mnie pielgrzymi z Gdańska.

    

M. Słowik: Kolejne odcinki pokonywaliśmy już w dzień, ale szliśmy polami, a nie drogą asfaltową. Spaliśmy zwykle na plebaniach, bo to dawało nam względne poczucie bezpieczeństwa.

     

W 1982 roku po drodze nie było żadnych spotkań. Legioniści byli z nami tylko na Wawelu. Do Kielc dotarliśmy już bez przeszkód. 

 

Nie wchodziliśmy do miasta zwartym szykiem

 

ale mieliśmy tam zamówioną mszę świętą w katedrze. A potem jeszcze pojechaliśmy do Częstochowy, aby wziąć udział w uroczystościach 15 sierpnia.

    

Z „Niepodległości” nr 13 z 6 września 1982: Odbył się II Marsz Szlakiem I Kompanii Kadrowej. Nie udała się SB próba rozbicia marszu już w miejscu zbiórki w Bibicach, gdzie zatrzymano m.in. Marię Mansfeld, Andrzeja Stawiarskiego, Piotra Boronia, P[awła] Koźmińskiego. Po zwolnieniu ich wieczorem 6 sierpnia, marsz został wznowiony. Polnymi drogami 15 jego uczestników przez Michałowice, Miechów, Jędrzejów, Brzegi, Chęciny dotarło do Kielc...

 

Publikowane powyżej wspomnienia  wykorzystane zostały

w książce Mirosława Lewandowskiego i Macieja Gawlikowskiego

"Gaz na ulicach. KPN w Krakowie. Stan wojenny 1981-1982",

Kraków, 2012.

 

 

 

Materiały są dostępne na licencji CC BY 3.0 PL. 

Zezwala się na dowolne wykorzystanie treści pod warunkiem wskazania autorów praw do tekstu.

 

.