Internetowe Archiwum KPN - strona glowna
najwazniejsze dokumenty kpn z l. 1979-1993
teksty polityczne Leszka Moczulskiego z l. 1973-2004
inne dokumenty
Historia KPN
procesy polityczne kierownictwa kpn
encyklopedia kpn
czytelnia prasy kpn
wspomnienia dzialaczy  kpn
Publikacje
historia marszow szlakiem I Kompanii Kadrowej w l. 1981-1990
forum bylych dzialaczy kpn
kontakt z administratorem

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pod prąd

Cenzura w Telewizji Polskiej 

Krzysztof Wołodźko "Consolamentum - Człowiek na każdą epokę (z TVP2) [28 lutego 2010, na blogu]


W filmie Maćka Gawlikowskiego "Pod Prąd" zawarte są archiwalne materiały z Dziennika TV, dotyczące m.in. mini-cyklu z "Archiwum Solidarności". Są to hardkorowe PRL-owskie agitki przygotowywane na zlecenie odpowiednich służb, starsi pamiętają, młodsi może widzieli.

Film Gawlikowskiego w TVP2 nie pójdzie, bo jak się dowiedział, nie ma pasma, "może latem". Latem...

I teraz pointa: współautorem tych propagandowych materiałów dla DTV jest facet, którego koalicja PiS-SLD zrobiła niedawno nie mniej, ni więcej, szefem PANORAMY w TVP2. Zdaje się, że jutro jeden z ogólnopolskich dzienników opublikuje tekst na ten temat...

W filmie Maćka słychać nawet głos (jako lektora) dziennikarza, namaszczonego przez świeżopoślubionych sobie koalicjantów, na szefa PANORAMY. Ot, człowiek na każdą epokę...

Interesujące, jakie będą w tej sytuacji reakcje zaprzysięgłych fanów PiS, tak wrażliwych na każdą formę kolaboracji z PRL-owską władzą... ;-)

Na stronie RZEPY jest już tekścik Ziemkiewicza o Jacku Skorusie. Cóż, Rafał Ziemkiewicz widzi tylko rolę SLD w całej sprawie, nie wnikając, skąd się znów SLD w TVP wzięło.


Rafał Ziemkiewicz, Fachowa siła lewicy [28 lutego 2010, "Rzeczpospolita"]

Film Macieja Gawlikowskiego o KPN "Pod prąd" spotkał dziwny los - zamówiony przez TVP 2, skolaudowany niedawno z ocenami wyłącznie pozytywnymi, zaraz potem trafił na półkę pod głupawym pretekstem, że w ramówce nie ma miejsca na tego rodzaju filmy dokumentalne. Prawdziwa przyczyna paracenzorskiego zapisu, co sobie właśnie uświadomiłem, jest zaś zapewne bardzo przyziemna.

Otóż autor użył znalezionego w archiwach fragmentu dziennika telewizyjnego ze stanu wojennego. A ściślej – nadawanego wówczas w DTV programu "Z archiwum solidarności". Były to, kto jeszcze pamięta, najbardziej gadzinowe, propagandowe paskudztwa, nawet na tle tych czasów wyjątkowo odrażające, redagowane bardziej przez SB niż przez telewizję. "Demaskowano" tam zbrodnicze plany podziemia, pokazując zarekwirowane magazyny broni, listy członków partii do egzekucji i wachlarze dolarów przysłanych "Solidarności" i KPN na wywrotową działalność przez CIA.

Taki właśnie esbecki bloczek przytoczył w swym filmie autor i, zgodnie z wymogami prawa, odnotował cytat w końcowych napisach, podając, za archiwalną metką, autorów wykorzystanego programu. I zapewne nawet nie wiedział, że wychodzi mu "arka przymierza między dawnymi i nowymi laty". Komisja kolaudacyjna też zresztą nie zauważyła, musiał się ktoś w Dwójce zreflektować: autorem tej ubeckiej propagandy, cedzącym spoza kadru obelgi i kłamstwa pod adresem "pachołków amerykańskiego imperializmu", był niejaki Jacek Skorus. A Jacek Skorus to dziś, ho, ho, poważany dziennikarz, od niedawna piastujący z rekomendacji SLD odpowiedzialne stanowisko szefa telewizyjnej "Panoramy".

Tylko czego się dziś lewica wstydzi? Towarzysz Skorus "pracował dla Polski, bo innej Polski wtedy nie było". Dajcie mu jeszcze medal.


Robert Mazurek, Kaczyńskiemu już nie cuchnie [4 marca 2020, "Rzeczpospolita"]

Czołowymi przeciwnikami kompromisu, zwykle "zgniłego" lub "cuchnącego", byli przez lata bracia Kaczyńscy z akolitami. Los spłatał im jednak cokolwiek złośliwego figla, każąc budować wymarzoną IV Rzeczpospolitą z przystawkami paskudnej dość konduity i jeszcze paskudniejszej proweniencji. Zaprawieni w kompromisach bracia przyjęli jednak nauki trenera Górskiego o tym, że trzeba grać tak, jak przeciwnik pozwala, dodając, iż polityka to sztuka osiągania możliwego.

Teraz ich partia buduje przyszłość i marzenia o powrocie do władzy, opierając się, jakżeby inaczej, na kompromisie. Tym razem medialnym z SLD. Ale nie jest to SLD Napieralskiego i Arłukowicza wydanie 2010, uzupełnione i poprawione. To postkomunistyczna skamielina, broniąca przed defamacją red. Skorusa de domo "Dziennik telewizyjny".

Zaiste, wziąć musiał władzę na Woronicza PiS, by za filmy o Jaruzelskim głowy spadały, a dokumentu o KPN nie można było pokazać! Nie byłem oryginalny, prorokując, iż medialna koalicja skończy się zgodnym podziałem, w wyniku którego postkomuniści wezmą w telewizji władzę, a PiS obciach, ale nawet mnie zdumiała tegoż obciachu skala.


Nie będzie pytań o cenzurę w TVP [4 marca 2010 r., "Rzeczpospolita"]

Czy środowiska rządzące TVP zawarły niejawną umowę o nieporuszaniu problematyki historii PRL? Takie pytanie chciała zadać sejmowa komisja kultury i planowała zwrócić się w tej sprawie do KRRiT. Po godzinnej debacie posłowie odstąpili od projektu.

Przyczynkiem do reakcji komisji miał być konflikt, który wybuchł w TVP po emisji filmu dokumentalnego "Towarzysz Generał" oraz głosy "niektórych osób z obecnego kierownictwa TVP, które domagały się" po tej emisji "czystek personalnych".

Posłowie z koła Polska Plus uznali te wypowiedzi za "skandaliczne" i zaproponowali przyjęcie stanowiska, w którym komisja stwierdziłaby, że "z zaniepokojeniem odnotowuje doniesienia medialne o tym, że w ramach niejawnej umowy między środowiskami, które obecnie rządzą publiczną Telewizją Polską, z jej zainteresowań programowych wyłączona ma być problematyka historii PRL-u".

Dalej projekt mówił o tym, że po 20 latach od odzyskania niepodległości nie można się godzić na to, by "w debacie publicznej, zwłaszcza w TVP, powracała cenzura i tematy tabu".

"By rozwiać te wątpliwości", komisja miała domagać się od Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji informacji na temat planowanych do połowy 2010 r. "programów i cykli programowych" na temat "różnych aspektów historii PRL-u (lat 1944-1989)".

Jarosław Sellin (Polska Plus) przekonywał, że komisja nie powinna w tej sprawie milczeć, że TVP grozi powrót "filmów półkowników". Według Sellina, rzecz dotyczy nie tylko filmu o generalne Jaruzelskim, "którego nie można po raz drugi wyemitować mimo próśb widzów", ale też np. dokumentu "o poecie Stefanie Brzozie, zaszczutym przez SB", o drugiej fali internowań w czasie stanu wojennego, filmu o historii KPN-u.

Poprawki do projektu zaproponowała przewodnicząca komisji Iwona Śledzińska-Katarasińska, która przy poparciu innych posłów PO proponowała dookreślić środowiska, które rządzą dziś TVP i napisać wprost, że chodzi o SLD i PiS. Na to jednak nie zgodzili się ani posłowie PiS, ani Polski Plus.

Ostatecznie, po godzinnej debacie, komisja przychyliła się do wniosku posła Andrzeja Celińskiego, który sprzeciwił się przyjmowaniu jakiegokolwiek stanowiska komisji w tej sprawie.

"Tekst udaje sytuację, jakbyśmy mieli do czynienia z telewizją publiczną, a to jest telewizja już nawet nie partyjna - jest to telewizja międzykoteryjna" - uzasadniał Celiński. "Głosując za tą opinią, członkowie komisji uczestniczą w jakiejś absolutnej fikcji" - powiedział.

Za odrzuceniem projektu zagłosowało 13 posłów, za przyjęciem - 3, a pięciu wstrzymało się od głosu.
PAP


Rafał Ziemkieiwcz, Telewizja czeka na gajowego [6 marca 2010, "Rzeczpospolita"]

Tragedia to to, że „człowiek, który ukradł Polsce prawicę” (uważny czytelnik wie, kogo tak nazywam) zabrnął jak zwykle w swoje genialne strategie, które, wbrew życzliwemu dla niego stereotypowi, zwykle nie są żadnymi strategiami, tylko skutkiem emocji, by nie rzec wręcz histerii. PiS mógł się bez trudu dogadać z Farfałem, miał z jego strony całkiem sensowne propozycje (i chyba tego właśnie bał się salon, rozpętując taką histerię). Ale potraktował go jak szczeniaka, który ukradł Braciom ukochaną zabawkę. A poza tym, czy to się prezes PiS brzydził „byłym neonazistą” (PO się nie brzydziło, tak jak nie brzydzi się przyjmować wszechpolskich pogromców „parad równości”, gdy mu to daje władzę w województwie), czy psychologicznie nie był zdolny do przyznania Giertychowi podmiotowości politycznej… Dość, że wolał się ułożyć z SLD.

Od razu, wiedząc, kogo ze swej strony wyznaczył PiS do zawierania tego układu, można było być pewnym, że Kwiatkowski z Czarzastym zjedzą takich „partnerów” na przystawkę nawet nie popijając. No i proszę. Już się okazało, że zamiast z Giertychem, zawarł Kaczyński koalicję („nie ma żadnej medialnej koalicji”, powtarzają wszyscy działacze SLD i PiS − proszę się wyśmiać, ja poczekam…) − Owoż, zawarł koalicję wcale nie z SLD, ale wprost z PZPR, a wręcz z SB, które na Woronicza przetrwały ostatnie dwadzieścia lat w znakomitym stanie.

Konkrety? A proszę − pisałem o nowym szefie „Panoramy”, Jacku Skorusie, który w stanie wojennym, co przypadkiem przypomniał film Macieja Gawlikowskiego o KPN, robił arcypodłe, esbeckie programy „Z archiwum "Solidarności". Parę dni minęło, i nasza wiedza wzbogaciła się o to, że redaktor Skorus był nie tylko jawnym, i Tajnym Współpracownikiem SB o kryptonimie „Zbigniew”, pozyskanym w roku 1982 „na zasadzie dobrowolności”. Proszę, proszę! Oczywiście, jak się domyślam, TW „Zbigniew” „nikogo nie skrzywdził”, ale i tak, to już prawie Autorytet Moralny!


Konserwatyści o pułkownikach" [7 marca 2010, "Rzeczpospolita"]

Stop cenzurze w TVP - pod takim hasłem demonstrowali dziś w Poznaniu działacze Młodych Konserwatystów.

Protest został zorganizowany przed głównym wejściem na teren Międzynarodowych Targów Poznańskich, gdzie trwał kongres Prawa i Sprawiedliwości. W apelu, który trafił do rąk dziennikarzy można przeczytać między innymi: "Z dnia na dzień przybywa "półkowników", czyli filmów i programów odłożonych na półkę, czy do szuflady, a tym samym nie dopuszczonych do emisji tylko dlatego, że nie spełniają kryteriów politycznych zamówień liderów medialnego klanu Kaczyński - Napieralski".

Taki los według autorów protestu spotkał choćby ,,Kerna" Grzegorza Królikiewicza, "Teatr wojny" Jerzego Zalewskiego, czy "Pod prąd" Macieja Gawlikowskiego. - Apelujemy do przywódców PiS-u o opamiętanie się - podkreślali uczestnicy protestu.
rp.pl


Na dokumenty świadczące o agenturalnej przeszłości szefa "Panoramy" natrafili dziennikarze z regionalnego ośrodka TVP w Katowicach, którzy realizują projekt badawczy dotyczący mediów w okresie stanu wojennego.


Zenon Baranowski, Propagandzista w telewizji [9 marca 2010, "Nasz Dziennik"]

Obecny szef "Panoramy" Jacek Skorus robił w stanie wojennym propagandowe materiały deprecjonujące "Solidarność" - przypomina film dokumentalny Macieja Gawlikowskiego pt. "Pod prąd". Zapewne dlatego, mimo zamówienia go przez TVP 2 i pozytywnych opinii, materiał trafił na półkę.

Film zawiera urywki z "Dziennika Telewizyjnego", który w stanie wojennym emitował krótki propagandowy cykl "Archiwum 'Solidarności'". Jego celem było zdeprecjonowanie związku. Jednym z autorów materiałów był Jacek Skorus, dziś szef "Panoramy". Gawlikowski wspomina o tym w końcowych napisach.

- W okresie stanu wojennego telewizja pozostawała bastionem wiernym partii - mówi "Naszemu Dziennikowi" dr Grzegorz Majchrzak, historyk IPN. - Jest to okres, kiedy wiele materiałów powstaje z inspiracji, na zlecenie czy przy udziale Służby Bezpieczeństwa - podkreśla. "Solidarność" była szkalowana. - Trzeba było działaczy "Solidarności" pokazywać w jak najgorszym świetle, stąd sięgano po materiały innego pochodzenia niż dziennikarskie, materiały dostarczane przez Służbę Bezpieczeństwa, prezentowano np. "antypaństwowe", "antyradzieckie" materiały zarekwirowane przez SB z regionalnych biur związku - tłumaczy dr Majchrzak.

Historyk dodaje, że działaczy związkowych i innych organizacji niepodległościowych oskarżano o politykierstwo, terroryzm, przedstawiano jako osoby chorobliwie dążące do władzy, np. o KPN pisano, że "jest najbardziej skrajna i szowinistyczna z nielegalnych organizacji", której chodzi o "wzniecanie bratobójczych walk i obalenie konstytucyjnego porządku w Polsce".

Skorus w ubiegłym roku został z rekomendacji SLD szefem telewizyjnej "Panoramy", zastępując na tym stanowisku Jacka Karnowskiego. Od 1981 r. pracował w katowickim oddziale TVP, będąc m.in. reporterem, wydawcą, prezenterem, kierownikiem redakcji informacji oraz publicystyki. W latach 1998-1999 był wydawcą programu publicystycznego "W centrum uwagi" emitowanego w TVP 1, a w latach 2002-2007 wydawcą programów publicystycznych w TVP 3 ("Echa dnia" i "Gość dnia").

Przewodniczący Rady Nadzorczej TVP Bogusław Szwedo opowiada się za wyemitowaniem filmu "Pod prąd". - Jestem za emisją, to nie jest problem Gawlikowskiego, to niech Skorus się wstydzi - mówi. - Jest problem w telewizji z panem Skorusem - zaznacza.

Co więcej, jak ujawnił Gawlikowski w wywiadzie dla portalu Fronda, Skorus figuruje w katalogach IPN jako tajny współpracownik SB o pseudonimie "Zbigniew". Miał zostać zwerbowany w początkach 1982 r. przez Wydział III SB w Katowicach na zasadach dobrowolności. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, na dokumenty świadczące o agenturalnej przeszłości szefa "Panoramy" natrafili dziennikarze z regionalnego ośrodka TVP w Katowicach, którzy realizują projekt badawczy dotyczący mediów w okresie stanu wojennego.

Doktor Majchrzak zaznacza, że ze względu na zniszczenie dokumentów trudno przedstawić skalę infiltracji agenturalnej w mediach, ale była ona znaczna. - Materiały dotyczące Radiokomitetu zostały zniszczone, ocalały jedynie szczątki materiału z okolicy 1968 roku. Już wówczas było około 100 tomów, więc to musiała być ogromna, obszerna dokumentacja - stwierdza historyk IPN. - Współpraca dziennikarzy przyjmowała trojaką formę: to była jawna współpraca na antenie, to była tajna współpraca z SB, ale była też niejawna współpraca ze strukturami partyjnymi - wylicza.
Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, ujawnione informacje na temat Skorusa mogą przyczynić się do jego dymisji.

Szef "Panoramy" na razie nie odniósł się publicznie do stawianych mu zarzutów. Na pytania dotyczące tych kwestii skierowane do rzecznika TVP jeszcze nie otrzymaliśmy odpowiedzi.


Mariusz Majewski, „Panoramie” szefuje TW Zbigniew, a w TVP cisza [19 marca 2010, "Fronda"]

Za główny program informacyjny TVP2 odpowiada Jacek Skorus, który w stanie wojennym przygotowywał propagandowe materiały szkalujące „Solidarność”. Co na to włodarze telewizji publicznej?

Jak ujawnił w rozmowie z portalem Fronda.pl Maciej Gawlikowski, z akt IPN wynika, że Skorus od początku 1982 r. był zarejestrowany przez Wydział III SB w Katowicach na zasadach dobrowolności. Sprawa zaangażowania Skorusa stanie wojennym wypłynęła w filmie o Konfederacji Polski Niepodległej „Pod prąd”. Znajdują się w nim fragmenty "Dziennika Telewizyjnego", który emitował wówczas uderzający w opozycję cykl "Archiwum 'Solidarności". Film zamówiony przez „Dwójkę” przeszedł pozytywnie kolaudację, by... spocząć w magazynie. Rzecznik TVP Stanisław Wojtera nie chciał komentować zamieszania wokół Jacka Skorusa.

I dlatego film o KPN poszedł do szafy?

- Głównym programem informacyjnym w jednym z kanałów publicznej telewizji kieruje propagandzista stanu wojennego, notowany jako współpracownik SB, a media milczą – powiedział w rozmowie z nami Gawlikowski. Sprawę opisał w piątek "Nasz Dziennik”. - Jest problem w telewizji z panem Skorusem – powiedział gazecie przewodniczący Rady Nadzorczej TVP Bogusław Szwedo.

- Taki człowiek powinien czuć sytuację i odejść – ocenia w rozmowie z portalem Fronda.pl członek Rady Etyki Mediów Maciej Iłowiecki. - Nie powinien absolutnie pracować w programach informacyjnych, bo zawsze będzie niebezpieczeństwo, że będzie albo segregował materiały, albo tak je okrajał, żeby chronić siebie lub swoich kolegów – wyjaśnia.

- To efekt nieprzeprowadzenia lustracji wśród dziennikarzy – ocenia Janina Jankowska, do niedawna członek zarządu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. - Szef programu informacyjnego to stanowisko zaufania publicznego. Opinia publiczna ma prawo wiedzieć, kto zajmuje się przygotowywaniem dla niej wiadomości. Środowisko dziennikarskie powinno zażądać od Jacka Skorusa oświadczenia lustracyjnego – tłumaczy.

Zdaniem Rafała Ziemkiewicza, to właśnie fragmenty dotyczące Skorusa blokują emisję filmu w telewizji. Co na to Szwedo? - Jestem za emisją, to nie jest problem Gawlikowskiego, to niech Skorus się wstydzi – stwierdził cytowany przez „Nasz Dziennik”.

"No name", który dobrze pracuje

Skąd Jacek Skorus wziął się na Woronicza? Nawet pracownicy TVP nie potrafią precyzyjnie odpowiedzieć na to pytanie. - Taki człowiek „no name” - mówi nam jeden z byłych pracowników "Panoramy". Nawet przeciwnicy nowego szefa programu przyznają jednak, że jest dobrze przygotowany do pełnienia swojej funkcji.

Tyle, że problem w tym przypadku nie leży w kompetencjach. - To nie do pomyślenia np. w Niemczech, żeby agenci Stasi byli dziennikarzami. Tam standardy są ściśle przestrzegane – mówi Ziemkiewicz. - Skoro uważamy Niemcy za cywilizowany kraj, to taki Skorus nie ma racji bytu w polskiej publicznej telewizji.

Skorus filmu i teczki nie widział

Sam Jacek Skorus nie widzi jednak powodu do wstydu. W rozmowie z portalem Fronda.pl powiedział, że filmu Gawlikowskiego nie widział, a w Dzienniku Telewizyjnym był tylko lektorem i nie pamięta konkretnych materiałów. Przyznał też, że jeśli mówił, iż stan wojenny był mniejszym złem to było to całkowicie zgodne z jego przekonaniami, których do dziś w tej sprawie nie zmienił. Nie widział też swojej teczki i nie wie, co się w niej jest. Zapewnia jednak, że nikomu krzywdy nie wyrządził.

Skorus na jesieni ub. r. z rekomendacji SLD został szefem „Panoramy”, zastępując na tym stanowisku Jacka Karnowskiego, który przeszedł do „Wiadomości”. Od 1981 r. pracował w katowickim oddziale TVP, będąc m. in. reporterem, wydawcą, prezenterem, kierownikiem redakcji informacji oraz publicystyki. A przez ostatnie lata (2002-2007) był wydawcą programów publicystycznych w TVP 3 ("Echa dnia" i "Gość dnia").


Krzysztof Wołodźko "Consolamentum", Notka smutna, ale nie beznadziejna [20 marca 2010, na blogu]

Portal FRONDA (szacun droga ekipo!) dość poważnie zainteresował się sprawą filmu Maćka Gawlikowskiego "Pod Prąd" i Jackiem Skorusem, szefem PANORAMY. Także „NASZ DZIENNIK” podjął temat.
Jak pisze dziennikarz ND, Zenon Baranowski: „Skorus figuruje w katalogach IPN jako tajny współpracownik SB o pseudonimie "Zbigniew". Miał zostać zwerbowany w początkach 1982 r. przez Wydział III SB w Katowicach na zasadach dobrowolności. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, na dokumenty świadczące o agenturalnej przeszłości szefa "Panoramy" natrafili dziennikarze z regionalnego ośrodka TVP w Katowicach, którzy realizują projekt badawczy dotyczący mediów w okresie stanu wojennego”.

Tematowi FRONDA poświęciła niniejszy tekst: „Panoramie” szefuje TW Zbigniew, a w TVP cisza, a wcześniej zrobiła wywiad z Maciejem.

Widać, że w okolicach Woronicza sytuacja wywołuje pewne zamieszanie i konfuzję części środowiska. Jarosław Szwedo, przewodniczący Rady Nadzorczej TVP powiedział „ND”: – "Jestem za emisją, to nie jest problem Gawlikowskiego, to niech Skorus się wstydzi (...). Jest problem w telewizji z panem Skorusem". W rozmowie z FRONDĄ Maciej Iłowiecki z Rady Etyki Mediów stwierdził: – "Taki człowiek powinien czuć sytuację i odejść (...). Nie powinien absolutnie pracować w programach informacyjnych, bo zawsze będzie niebezpieczeństwo, że będzie albo segregował materiały, albo tak je okrajał, żeby chronić siebie lub swoich kolegów". A Janina Jankowska uważa, że „to efekt nieprzeprowadzenia lustracji wśród dziennikarzy (...). Szef programu informacyjnego to stanowisko zaufania publicznego. Opinia publiczna ma prawo wiedzieć, kto zajmuje się przygotowywaniem dla niej wiadomości. Środowisko dziennikarskie powinno zażądać od Jacka Skorusa oświadczenia lustracyjnego” (wypowiedź dla FRONDY).

No cóż, po reakcjach wielu blogerów na salonie24 miałem wrażenie, że negatywnym bohaterem tej historii stał się Maciej. Niemal sflekowany przez część blogerów, którzy widać uważają, że posłańca złych wieści należy „zneutralizować”. Jest to zresztą sprawa o tyle smutna, że pamiętam te wszystkie dobre słowa, jakich stosunkowo niedawno nie żałowano autorowi „Pod Prąd”, przy okazji artykułu nt. Jerzego Stachowicza. Przypominajka dla tych z krótszą i – nomen omen – wybiórczą pamięcią: „Ekspert Stachowicz, czyli III RP w soczewce”. Tak, wtedy Maciej był OK... Ale ponieważ tym razem w nieodpowiednim czasie i przeciw nieodpowiednim ludziom skierował swoją ciekawość, postępowaniem godnym Czerskiej popisali się ci, którzy niby to michnikowszczyzny nie lubią. Furda prawda, gdy trza bronić swoich i decyzji przez nich podejmowanych...

Tym większy szacunek dla FRONDY i „Naszego Dziennika”, że temat potraktowały z powagą. A mi jest przykro, że Maćka to wszystko spotkało. I to tylko za to, że pokazał w filmie kawałek przeszłości, która jest częścią jego życia, że zrobił to z własnej perspektywy, nie na polityczne zamówienie. Stare komuchy mają się świetnie, a były działacz niepodległościowy (choć cholera wie, może zdrajca...) musi się zastanawiać, czy TVP zleci mu kiedyś jeszcze jakiś projekt. Jeśli to nie jest powszednie ...restwo III RP, to co nim jest? Do tego facet zostaje postawiony pod pręgierz bo nie dość dobrze mówi o PiS, Olszewskim, itd. Tak się wykańczało i wykańcza w Polsce ludzi: zawsze znajdą się ci sprawiedliwi, sprawiedliwsi, którzy wydadzą jedynie słuszny wyrok potępienia. I zawsze znajdą klakierów...

Tym bardziej, powiadam, dziękuję FRONDZIE i „Naszemu Dziennikowi”. A Maciejowi życzę żeby jednak doczekał dnia, gdy o niemal każdy swój film nie będzie musiał staczać takich bojów. Choć dzięki temu dowiadujemy się nieco więcej o otaczającej nas rzeczywistości. Nie wszystko da się zamieść pod dywan, nie wszystko da się zabuczeć... Już nasza w tym rzecz... ;-) Choć wszystko to smutne jakieś i dość bolesne. Ale cóż: contra spem spero...

PS. W rozmowie z FRONDĄ Jacek Skorus mówi, że "nikomu krzywdy nie wyrządził". No przecież, krzywdę robi ludziom Gawlikowski...


Politycy nie mają wstydu, rozmowa z Janiną Jankowską, przewodniczącą Rady Programowej TVP
[10 marca 2010, "Gazeta
Polska"]

Wszystko się we mnie buntuje i krzyczy, że łamane są standardy i niszczy się TVP – wielkie dobro publiczne, polską kulturę i wolność słowa. W tej magmie trudno znaleźć sojusznika. Są tylko ugrupowania, które mają większy lub mniejszy interes w tym, by taka sytuacja trwała – z Janiną Jankowską, dziennikarką, przewodniczącą Rady Programowej TVP, rozmawia Rafał Kotomski

Po awanturze związanej z emisją filmu „Towarzysz Generał” TVP wydała komunikat, że nie ma żadnej cenzury, są za to przestrzegane wysokie standardy programów. Zgadza się pani z tym?
To, czym przede wszystkim zajmuje się Rada Programowa TVP, odkąd mam honor nią kierować, to ciągłe przypominanie o standardach. Nakłanianie kolejnych zarządów telewizji, by tych standardów przestrzegały. Niestety, z każdym rokiem sytuacja wygląda coraz gorzej.

Naprawdę jest aż tak źle?
Bardzo źle! Przede wszystkim nie docenia się pozycji, które powinny być najważniejsze dla mediów publicznych. Tak zwanych misyjnych. I nie są one wcale trudne do zdefiniowania. Chodzi o wszystkie programy, które mają wartość merytoryczną, służą społeczeństwu. Pierwszą ofiarą szukania oszczędności są programy edukacyjne, dla dzieci, dla niepełnosprawnych, mądra publicystyka, np. „Trzeci punkt widzenia” w TVP Kultura, który kosztuje zaledwie 13 tys. zł. Krótko mówiąc, zagrożone są podstawowe zadania, jakie spełniać powinna telewizja publiczna.

To nic nowego, że wielu ludzi telewizji słysząc o misji, zachowuje się jak diabeł, który usłyszał o święconej wodzie...
I na tym polega problem! Żaden zarząd TVP nie potrafi zrozumieć, że komercję można pokonać odmiennością oferty: rzetelną, bezstronną informacją, pogłębioną publicystyką, wnikliwym podejmowaniem tematów tabu, stworzeniem autentycznej debaty o sprawach trudnych, a nie prezentowaniem politycznych głów, które przenoszą się ze studia do studia. Mówiąc o ofercie, mam na myśli debaty otwarte na udział przedstawicieli społeczeństwa, to oni, a nie politycy i celebryci powinni być pierwszymi gośćmi anten, przed którymi politycy się tłumaczą. Musiałaby jednak zniknąć niewidzialna ręka interesów partyjnych. Wołam z całą mocą: wara partiom od TVP! Cechą oferty programowej powinny być jakość, pluralizm i bezstronność. Zdawałoby się, że to banały... Niestety, gdyby wdrażać je w życie, TVP byłaby naprawdę atrakcyjną stacją, miałaby wiarygodność.

Może ludzie wolą, żeby wiarygodność budować na takich programach jak „Śpiewaj i walcz”? Miał być wielki show, a wyszły żałosne popłuczyny po wcześniejszych produkcjach stacji komercyjnych.
Nie znam tego programu. Oglądałam w tym czasie Jacka Żakowskiego w TVP Info. Dyskusja o książce „Kapuściński. Non fiction” – mądra, merytoryczna. Przegląd tygodnia w jednostronnym zestawie komentatorów – czysta propaganda.

TVP Info to kilkaset tysięcy widzów, a Jedynka w tzw. prime time to parę milionów. Po co TVP wciąż nieudolnie ściga się ze stacjami komercyjnymi?
Od czterech lat mam do czynienia z tym zjawiskiem. Nieudolne ściąganie formatów komercyjnych prowadzi do samozagłady. Teraz, kiedy TVP rzeczywiście znalazła się w niesłychanie trudnej sytuacji ekonomicznej, zamiast likwidować rozbuchane pozaantenowe struktury z dyrektorskimi etatami, skreśla się najwartościowsze programy misyjne. Natomiast panuje głębokie przekonanie, że programami typu „Śpiewaj i walcz” zyska się fundusze. To jest po prostu kwadratura koła.

Dlaczego TVP nie emituje poświęconych historii PRL filmów Zalewskiego, Królikiewicza, Gawlikowskiego?
Właśnie jestem w trakcie wydobywania z trudem informacji, jakiego typu filmy są wstrzymane, jakie już zrealizowane nie ukazały się jeszcze na antenie, a jakie produkcje w ogóle nie zostaną wdrożone w życie. Przyznam, że zdobycie informacji na ten temat dla mnie, w końcu szefowej Rady Programowej, jest niesłychanie trudne, by nie rzec – niemożliwe. Mogę się tylko orientować, jeśli zwrócą się do nas sami autorzy. Tak było w przypadku Macieja Gawlikowskiego i filmu „Pod prąd” o KPN-ie. Oczywiście mogę się też dowiedzieć o podobnych sytuacjach z mediów albo od znajomych. Nie mogę natomiast uzyskać służbowo niezbędnych informacji w telewizji.

Jak to możliwe?
Od czterech lat próbuję rozeznać się w mechanizmach decyzyjnych TVP. Okazuje się, że to zadanie ponad siły.

Czy w TVP istnieje cenzura na filmy o komunizmie?
Jestem reportażystką, która opiera się wyłącznie na faktach. O nich tylko mogę mówić. Jeśli został zrealizowany film o Andrzeju Kernie i nie ukazuje się na antenie, to znaczy, że ktoś stoi temu na drodze. Chciałabym się dowiedzieć, z jakiego powodu. Wciąż pytam o to zarząd i dyrektorów, ale nie otrzymuję odpowiedzi. Nie mam zamiaru formułować publicystycznych stwierdzeń, czy jest cenzura, czy jej nie ma. Mogę tylko pytać ludzi, czy odnoszą wrażenie, że pewne decyzje mają charakter polityczny. Słyszę, że tak. Ale to wciąż jest tylko wirtualne! Szukam dostępu do tych, którzy zadecydowali o podziale politycznych wpływów, szukam dowodów…

I co?
I nic nie mogę, bo nie odpowiadają na moje prośby. Prezes Stowarzyszenia Wolnego Słowa zarzucił, że Rada Programowa nie potępiła medialnego sojuszu PiS–SLD. A przecież nie ma żadnego dokumentu, nie mogę nikogo „chwycić za rękę”. Są tylko jakieś odczucia, hipotezy, wzajemne oskarżenia. Słowo za słowo. Dlatego apeluję do wszystkich ludzi związanych z telewizją, których twórczość została zablokowana z powodu światopoglądu, wymowy, jednym słowem rzeczy pozamerytorycznych, by oficjalnie zgłosili te nadużycia do Rady Programowej.

„Towarzysz Generał” nie śni się pani po nocach?
Był na antenie. Choć nie jestem robotą dziennikarską tego filmu zachwycona, jednak ujawnił on ważne dokumenty i z tego powodu został zaatakowany, a Anita Gargas straciła pracę. Omawialiśmy tę skandaliczną sprawę na posiedzeniu Rady Programowej z udziałem członka zarządu TVP Przemysława Tejkowskiego i dyrektora Jedynki, p. Wojciecha Hoflika. Podjęliśmy uchwałę wzywającą zarząd do przeanalizowania decyzji dotyczącej Anity Gargas i powtórnego głosowania. Formalnie zarzuty po emisji filmu związane były z protestem Teresy Torańskiej. Ale „Towarzysz Generał” był już emitowany w TVP Historia i wówczas Torańska nie miała nic przeciwko wykorzystaniu w dokumencie fragmentów zdjęć z jej wcześniejszego filmu. Poza tym TVP ma prawo korzystać z cytatów, a autor zdjęć do obrazu o Jaruzelskim pracował też z Torańską. Wobec tego tzw. kradzież autorska jest bardzo problematyczna.

Trudno pogodzić się z faktem, że emisja filmu demaskującego Jaruzelskiego pozbawia kogokolwiek stanowiska.
Jako rada opowiedzieliśmy się za pełnym prawem do różnorodnego spojrzenia na postać historyczną. Wydaje nam się, że to nie sprawa przekroczenia praw autorskich, ale krytycznego, jednostronnego, ale autorskiego spojrzenia na generała Jaruzelskiego była de facto przyczyną całego zamieszania. Oficjalnie przyczyną zwolnienia dyr. Gargas jest narażenie TVP na koszty procesowe. Ale tych kosztów jeszcze nie ma, a proces może wygrać TVP. Mamy więc do czynienia z hipokryzją i naciąganiem argumentów do złej, niesprawiedliwej decyzji. To daje podstawy do podejrzeń, że kryją się za nią działania polityczne i partyjne układu PiS–SLD. Ale, jak powiadam, to tylko wysnuwane wnioski w procesie poszlakowym... Niestety, nikt nie potrafi stanąć z otwartą przyłbicą i powiedzieć, jaka jest prawdziwa przyczyna ukarania Anity Gargas. Żaden dziennikarz nie szuka przedstawicieli partii, którzy podpisali sojusz o strefie wpływów w TVP. Chyba nie ma oficjalnego dokumentu. Sam pan rozumie, że nikt się do tego nie przyzna.

Naprawdę szalenie trudno poruszać się w tak mało transparentnym środowisku jak zarządzanie i proces decyzyjny w TVP. Wszystko się we mnie buntuje i krzyczy, że łamane są standardy i niszczy się wielkie dobro publiczne, polską kulturę i wolność słowa. W tej magmie trudno znaleźć sojusznika. Są tylko ugrupowania, które mają większy lub mniejszy interes w tym, by taka sytuacja trwała.

To jeszcze na koniec, powiedzmy, że szefem Panoramy w Dwójce został Jacek Skorus, tajny współpracownik SB i autor filmów propagandowych wymierzonych w opozycję.
Z tego, co wiem, w filmie o KPN-ie zawarty został fragment programu nakręconego zaraz po stanie wojennym, autorstwa tego pana. Jeśli to miałaby być bezpośrednia przyczyna, że film Macieja Gawlikowskiego nie może się ukazać, to mamy do czynienia ze skandalem. To właśnie jest łamanie wszelkich standardów, wbrew wszelkim zasadom etyki dziennikarskiej. Istnienie tego typu zjawisk, mechanizmów ma dla młodego pokolenia dziennikarzy ogromne znaczenie wychowawcze...

Może raczej deprawujące...
Dziennikarze nie mają wstydu, politycy nie mają wstydu. Tak po prostu, zwyczajnie. Czuję się po raz pierwszy w życiu tak bezradna, jak nie byłam za czasów komunizmu. Wtedy można było chociaż walczyć w opozycji, w drugim obiegu czy na ulicy. A tutaj człowiek się porusza w tak krzyżujących się interesach polityczno-finansowych, że trudno nawet starać się utrzymać trzeźwość oceny. Nawet jeśli cała moja działalność wydaje się nieskuteczna i niemająca znaczenia, to zostaje świadectwo. Że w tej czy innej formie staram się o tym głośno mówić.


Katarzyna Borowska, Piotr Gursztyn, Wojciech Wybranowski, Kadrowe trzęsienie ziemi w TVP [13 maja 2010, "Rzeczpospolita"]

Przed wyborami prawica i lewica przesuwają swoje kadry w TVP. Z nieoficjalnych informacji „Rz” wynika, że Jacek Skorus straci stanowisko szefa „Panoramy”. Z kolei Jacek Snopkiewicz może zostać odwołany z fotela szefa TVP Info. W ostatnich dniach zarząd telewizji, w którym zasiadają osoby związane z PiS i SLD, wymienił też dyrektora i wicedyrektora Jedynki.

Osoba związana z zarządem TVP tak tłumaczy powody zmian: – Każda antena to udzielne księstwo. Do tego dochodzą konflikty personalne. To powoduje, że trudno zarządza się telewizją. Zmiany są konieczne.

Największą rewolucję przeszła Jedynka, która w ubiegłym roku po podziale wpływów w publicznej telewizji przypadła PiS. Szefa stacji Wojciecha Hoflika zastąpił Witold Gadowski (dziennikarz śledczy z Krakowa). Jego zastępcą ds. publicystyki został Stanisław Janecki (były naczelny „Wprost”).

Dlaczego Hoflik został odwołany? – W TVP 1 było dużo konfliktów. To nie wpływało dobrze na pracę anteny – mówi osoba związana z zarządem. Sam Hoflik był skonfliktowany ze swoją zastępczynią Anitą Gargas. – Od początku się nie dogadywali – twierdzi dziennikarz TVP.

Gargas w lutym została odwołana, ale nadal była p.o. wicedyrektora (jej wypowiedzenie kończy się w czerwcu). Za jej dymisją miał stać właśnie Hoflik.

Ale ostatnio i nad nim zaczęły się gromadzić czarne chmury. – Nie bronił na zarządzie interesów Jedynki, np. „Wiadomości”. Pozwolił, by w czasie ich emisji o 19.30 Dwójka puszczała atrakcyjne programy – mówi osoba z telewizji.

Jak twierdzi inny pracownik TVP, kroplą, która przelała czarę, był sposób pokazywania tragedii smoleńskiej. – Hoflik upierał się, by w relacjach z uroczystości pogrzebowych był tylko obrazek, muzyka, dźwięk. Nie chciał studia komentatorskiego – mówi informator „Rz”. – Postawił na swoim, ale już w trakcie transmisji zmienił zdanie, gdy okazało się, że konkurencja ma komentatorów.

I Hoflik stracił funkcję szefa Jedynki (będzie kierował Agencją Filmową).

Potem ze stanowiska kierownika ds. publicystyki TVP 1 odwołano Pawła Nowackiego (jest też wydawcą programu Jana Pospieszalskiego „Warto rozmawiać”). Zdaniem pracowników stacji przyczynił się do tego Hoflik. Jak twierdzą, Nowacki współpracował z Gargas, a Hoflik nadal miał przyjaciół w zarządzie TVP.

– Nowacki padł ofiarą cudzej wojny. Bo jeśli wycięto Hoflika, to w ramach cięcia po skrzydłach musiał polecieć ktoś z drugiej strony – tłumaczy informator „Rz”.

Ale jest też inny powód odwołania Nowackiego. 10 i 11 kwietnia postawił się prezesowi telewizji Romualdowi Orłowi, który chciał w Jedynce pokazywać program TVP Info. Nowacki zdecydował, że TVP 1 pokaże swój program. Pod względem oglądalności jego decyzja okazała się sukcesem. Ale – jak twierdzą rozmówcy „Rz” – „niektórzy ludzie w zarządzie TVP byli wściekli”. Dlaczego? Bo do studia zaproszono Rafała Ziemkiewicza i Stanisława Janeckiego, którzy mówili o atakach na Lecha Kaczyńskiego. – Część zarządu uznała, że to „pisowskie sianie nienawiści” i odpowiedzialnością za to obarczyła Nowackiego – tłumaczy jeden z dziennikarzy.

Pojawiły się też spekulacje, że do telewizji ma wrócić Patrycja Kotecka, była wiceszefowa Agencji Informacji. Ona sama zaprzecza. – Nie interesuje mnie powrót do TVP, a spekulacje na ten temat traktuję w kategoriach fantastyki – zaznacza.

Zmiany są także w antenach, w których wpływy mają ludzie SLD. Ze stanowiska mają zostać odwołani szefowie: TVP Info Jacek Snopkiewicz i „Panoramy” w TVP 2 Jacek Skorus.

– SLD zorientowało się, że oni nie potrafią sprawnie robić im PR, np. promować kandydata na prezydenta tej partii Grzegorza Napieralskiego. Poza tym uważają, że Snopkiewicz ma platformerski przechył – mówi informator „Rz”.

Inny dziennikarz zwraca uwagę, że w TVP Info bardzo często pojawia się kandydat PO Bronisław Komorowski: – Snopkiewicz często sugeruje, że ma dobre relacje z Platformą.

Politycy lewicy nie chcą jednak mówić o politycznych powodach zmian. – Snopkiewicz nie czuje telewizji informacyjnej – ucina jeden z nich.

– Robi telewizję taką jak kilkanaście lat temu – mówi osoba z TVP. – Poza tym utopił duże pieniądze w nieudane produkcje, np. cykl wspomnieniowy o historii telewizji. Kazał puszczać własne reportaże z lat 70., a nawet wywiad ze sobą.

Za anachroniczność jest też krytykowany szef „Panoramy” Jacek Skorus. Ale nie tylko za to. Jego nominacji sprzeciwiała się część środowisk dziennikarskich i filmowych. Maciej Gawlikowski, dziennikarz i filmowiec, przypomina, że Skorus w stanie wojennym realizował przygotowywany na zlecenie SB program „Archiwum Solidarności”, który miał kompromitować opozycję. – Skorus był zarejestrowany jako tajny współpracownik – mówi Gawlikowski.

Nieoficjalnie wymienia się już nazwiska następców Snopkiewicza i Skorusa. Szefem TVP Info miałby zostać Łukasz Kardas, pracujący od lat w TVP m.in. jako producent. – Dobrze dogadywał się z PiS. Ale kiedy odpowiadał za produkcję newsów, zaprzyjaźnił się z otoczeniem Napieralskiego – mówi informator „Rz”.

Sam Kardas twierdzi, jego nominacja to plotka. – Nikt ze mną o tym nie rozmawiał – ucina.

„Panoramą” może pokierować Ewa Godlewska, która pracuje w tym programie od lat (prywatnie związana ze Sławomirem Jeneralskim, byłym dziennikarzem TVP i byłym posłem SLD).

– To, że pan Skorus ma zostać odwołany, to wiem, bo to już cała telewizja wie – mówi Godlewska. – Ale pierwsze słyszę, żebym miała go zastąpić.

Z naszych informacji wynika, że rozważany jest również Marcin Szczepański, dziennikarz TVP, kiedyś związany z „Panoramą”.


Film "Pod prąd" Macieja Gawlikowskiego został ostatecznie wyemitowany przez Telewizję Polską 12 grudnia 2012 roku (w programie 1 o godz. 22:05), tj. 2,5 roku po jego ukończeniu  i pozytywnej kolaudacji. Film obejrzało wtedy 700 tysięcy osób.
W latach 2012-2015 film był kilkakrotnie powtarzany w niszowej TVP Historia.
Po ponownym przejęciu Telewizji Polskiej przez PiS filmu nie pokazano w telewizji publicznej ani razu.


Wortal Instytutu Historycznego NN im. Andrzeja Ostoja Owsianego.

 Materiały są dostępne na licencji CC BY 3.0 PL

Zezwala się na dowolne wykorzystanie treści pod warunkiem wskazania autorów praw do tekstu

.